2012-10-04|Umieszczone w: Chemia, |przez: ZetKa

To, że dana substancja została dopuszczona do użycia jako składnik produktu spożywczego na terenie Unii Europejskiej nie oznacza bynajmniej, że jest to substancja zdrowa. Producenci żywności doskonale wiedzą, że jedzenie kupuje się oczami, więc producenci dbają o odpowiednie opakowanie, także o to, by ich produkt wyglądał atrakcyjnie i to jak najdłużej.
Stąd cały arsenał kolorantów i konserwantów, a także substancji polepszających konsystencję, smak i zapach - czyli słynnych „E" - obecnych w konwencjonalnych produktach spożywczych produkowanych przemysłowo.
Unijne dyrektywy mówią o tym, że wszystkie składniki dodawane do żywności muszą nie stanowić ryzyka dla zdrowia. Opinie naukowców na temat tego, co stanowi, a co nie stanowi ryzyka dla zdrowia, są podzielone. Tym bardziej, że to, co spożyte jednorazowo, może pozostać bezpieczne, a przy regularnym spożywaniu może z kolei wykazywać właściwości alergizujące (np. E202 - sorbinian potasu), zakłócać proces trawienia i powodować bóle głowy (np. E220 - dwutlenek siarki), zwiększać nadpobudliwość u dzieci (np. barwniki: E120 - karmina/koszenila, E123 - amarant, E124 - czerwień koszenilowa A/pąs 4R), czy mieć działanie rakotwórcze (np. benzoesany 210-219, E951 - aspartam, E250 - azotyn sodu). Zgodnie z przysłowiem - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - trudno spodziewać się, że np. opinie przygotowywane na potrzeby koncernów żywieniowych masowo stosujących E-dodatki, będą dla tych dodatków nieprzychylne. Dodatki do żywności, to substancje, które nie są środkami spożywczymi i najczęściej same z siebie nie posiadają wartości odżywczej. Są wśród nich substancje sztuczne i substancje naturalne. Choć nawet wśród tych naturalnych są substancje kontrowersyjne - np. E120 - barwnik naturalny, otrzymywany z suszonych mszyc Dactylopius coccus.
Prawda jest też taka, że nie wszystkie „E" są podejrzane.Z punktu widzenia zdrowego odżywiania - opartego na  nie przetworzonych, sezonowych i lokalnych produktach przygotowywanych na bieżąco - wszystkie „E" dodawane do produktów spożywczych są zbędne. Im mniej ich będziemy wchłaniać, tym lepiej dla nas. Po co jeść chleb określany na etykiecie jako razowy, a barwiony karmelem (E150a-150d), gdzie  „razowość" jest na wyrost z powodu obecności barwnika? Po co w ogóle jeść barwioną żywność? Na stronie wegetarianie.pl znajdziesz listę z częścią szkodliwych i podejrzanych składników E,  m. in. o sztucznych barwnikach, substancjach słodzących, E621 - glutaminianie sodu, E211 - benzoesanie sodu, E250 - azotynie sodu. W księgarniach znajdziemy wydaną w 2006 r. książeczkę pt. „E 213, czyli co jesz i czym się smarujesz", a w niej tabele z substancjami chemicznymi zawartymi w artykułach spożywczych i kosmetykach - z określeniem które są bezpieczne, a których lepiej unikać. Zachęcamy do uważnego i krytycznego czytania etykiet - nie tylko pod kątem obecności dodatków E. Także pod kątem tego, jakie składniki są zawarte w danym produkcie spożywczym i w jakiej ilości (składniki są podawane w kolejności malejącej). Wystrzegajmy się np. produktów, w których na pierwszym miejscu na liście składników widnieje cukier – produkt jest przesłodzony. Odkładajmy na półkę również te produkty, które zawierają tłuszcze trans. Zwracajmy uwagę jaka jest wartość odżywcza danego produktu. Świadomy wybór artykułów spożywczych ma wpływ na nasze zdrowie.


Urszula Gryglicka