2012-06-11|Umieszczone w: |przez: Kącka Małgorzata


Rozmowa z Panem Adamem Hedingerem, synem Jerzego Hedingera, przyjaciela naszego patrona Mariana Tadeusza Mokrskiego.

 

Małgorzata Kącka: Panie Adamie, przede wszystkim w imieniu naszego gimnazjum chciałabym bardzo podziękować Panu za zdjęcia, książki oraz mundur Pana taty. Te pamiątki wzbogaciły nasze zbiory. Jak to się stało, że tak cenne rzeczy trafiły do Kanady?

Adam Hedinger: Kiedy wybuchła wojna, ojciec zabrał swoje co cenniejsze „klejnoty” z mieszkania w Gdyni. Były to: dziennik pisany po francusku, kiedy pływał na francuskim szkolnym okręcie “Jeanne d’Arc” w latach 1938-1939, albumy z fotografiami treningu w szkole Marynarki Wojennej w Toruniu i trochę rodzinnych fotografii. Ukrył też gdzieś w Gdyni nie spłacony motocykl 500cc. Przecież nikt nie zdawał sobie sprawy, że wojna będzie trwała 6 lat.

Wszystkie te skarby ojciec zdołał bezpiecznie przechować podczas internowania w Szwecji, potem przez cztery i pół roku w Anglii i w końcu na emigracji w Kanadzie. Do tego, co wziął ze sobą z Polski, przybył jeszcze album z fotografiami z lat internowania w Szwecji. Niektóre z nich,  jak inscenizacja Jasełek przez polskich marynarzy, są dziś na wagę złota - niewiele takich materiałów przetrwało do czasów współczesnych. Ojciec zgromadził też fotografie polskich marynarzy i oficerów oraz mieszkańców Szwecji. Po pobycie w Anglii została też cenna pamiątka – kompas wyniesiony z niemieckiej łodzi podwodnej. W 1946 roku polskie kontrtorpedowce pomagały Anglikom zatapiać w Morzu Północnym niemieckie łodzie podwodne. Ta operacja nazywała się „Operation Deadlight”. Są też z tego fotografie. Mam też sporo fotografii ojca na ORP „Krakowiak” oraz rodzinne zdjęcia z matką z czasów pobytu w Londynie.

Wszystko trafiło wraz z moimi rodzicami do Kanady, gdzie rodzice zamieszkali w marcu 1949 roku. W 1952 roku wybudowali dom, w którym mieszkali do śmierci.

Ojciec trzymał mundury na wieszakach w szafie, ale nigdy ich nie nałożył. Było to zbyt bolesne dla niego. Nawet jak powstała III Rzeczpospolita, to tego nie zrobił.

M.K: Czy Pana ojciec opowiadał Panu o czasach wojennych?

A. H.: Owszem, ale stosunkowo mało. Wielkim przeżyciem dla ojca był niemiecki film “Das Boot”. Pamiętam, jak po obejrzeniu filmu powiedział, iż doskonale wiedział, jak Niemcy się czuli w tej łodzi. Kiedy nieprzyjaciel rzucał „depth charges” dookoła nich, oni mogli tylko czekać i modlić się. ORP „Ryś” był dokładnie w takiej samej sytuacji w czasie krótkiej kampanii wrześniowej. Na dodatek „Ryś” miał przedziurawione zbiorniki z ropą, tak że niemieccy piloci JU-87 (Stuka), wiedzieli dokładnie, gdzie spuszczać bomby.

Ze Szwecji ojciec niewiele opowiadał. Wiem, że nauczył się szwedzkiego dzięki temu, że miał powodzenie u tamtejszych dziewcząt. Miał też kontakt z bogatszymi Szwedami, m.in. przyjaźnił się z rodziną Erickssonów, szwedzkim potentatem telefonicznym. Dzięki temu dostawał przepustki  na weekend – jeździł do Erickssonów i upajał się żeglarstwem na ich jachcie na jeziorze Malaren.

Ojciec wspominał kilkakrotnie o losie swego kolegi Sadowskiego. Polacy brali udział w jakimś tajemniczym podsłuchu, a informacje były potem dostarczane do Polskiego Konsulatu. Oczywiście, nie było to legalne. Jednego wieczoru, kiedy to ojciec miał mieć dyżur, akurat nie mógł dojechać na czas i poprosił Sadowskiego, by ten go zastąpił. Sadowski zgodził się, nie wiedząc, że Szwedzi obstawili lokal. W rezultacie Polacy zostali aresztowani, a Sadowski dostał dwa lata więzienia. Ojcu natomiast nic się nie stało.

Jest też pisemny materiał ojca – ośmiostronicowy list napisany dla Polaka, który pisał historię internowanych żołnierzy.  W liście tym jest sporo wiadomości o naszych rodakach internowanych w Szwecji.

Już po śmierci ojca, z jego prywatnej korespondencji z 1945 roku, dowiedziałem się o szalenie romantycznej historii ojca i matki, o ślubie w Szwecji zaledwie sześć tygodni po tajemniczych zaręczynach. Ech.. człowiek czasami zapomina, że rodzice też byli kiedyś młodzi.

M.K. : Czy Pana ojciec wspominał o M. T. Mokrskim?

A. H. : Wydaje mi się, że spotkał Mokrskiego w Toruniu w szkole Marynarki Wojennej. Mokrski bywał z wizytami w Wirach, gdzie Paweł Szyfter (brat Anny z Szyfterów Hedingerowej) miał majątek. Tam Mokrski poznał całą rodzinę Hedingerów. W ostatnich latach życia ojciec twierdził, że miał tylko dwóch prawdziwych  przyjaciół: byli to Marian Mokrski oraz Jurek Broniewicz.

M.K: Dostaliśmy od Pana kilka zdjęć, na których widać naszego patrona w otoczeniu Pana rodziny. Chyba Mokrski był bardzo zaprzyjaźniony z rodziną Hedingerów.

A.H.: Tak, bardzo! Zdjęcia były robione we wspomnianych wyżej majątku Pawła Szyftera w Wirach pod Poznaniem. Było to ulubione miejsce ojca. Wraz z Mokrskim jeździli tam, kiedy mieli urlop w Szkole Marynarki Wojennej w Toruniu, a także potem, kiedy byli już oficerami.

Wiry. Od lewej - Barbara Hedinger, nieznana postać, Jerzy Hedinger, Janka Hedinger, Marian Mokrski, Krystyna Hedinger

Wiry. Od lewej - Kazimierz Hedinger., Krystyna Hedinger, Marian Mokrski, Jerzy Hedinger, Janka Hedinger, Adam Hedinger

Wiry. Od lewej - Marian Mokrski, Janka Hedinger, Kazimierz Hedinger, Jerzy Hedinger, Krystyna Hedinger, Adam Hedinger.

M.K: Pana tacie udało się przeżyć wojnę, nasz patron zginał w okolicznościach nie do końca wyjaśnionych. Czy tata kiedykolwiek wspominał o hipotezach, w jaki sposób zaginął ORP Orzeł?

A.H: Nigdy o tym nic nie mówił. Na pewno bym coś tak ważnego zapamiętał.

M.K: Czy tata wypowiadał się na temat mapy narysowanej przez Mokrskiego?

A.H:Jak najbardziej! To była mapa planu ucieczki z Tallina ORP „Orzeł”. Oprócz mapy był też list od Mokrskiego do ojca, w którym bardzo emocjonalnie wyraził swoją opinię o komandorze Kłoczkowskim (nazwał go kompletnym tchórzem, twierdził że udawał chorobę, aby dostać się do szpitala) oraz komentował strategię polską przy wybuchu wojny. To były w tym czasie dość kontrowersyjne opinie.

Kiedy Komandor Wroński był w Edmonton w Kanadzie, ojciec pokazał mu mapę oraz list. Wroński powiedział mu wtedy, że ten dokument jest zbyt ważny, aby pozostawał w prywatnych rękach. Wziął go do Instytutu Sikorskiego w Londynie, a ojcu przesłał kopie. Mapa została później umieszczona w książce Jerzego Pertka o ORP „Orzeł”.

W ostatnich latach życia ojciec usiłował opublikować ten dokument w Zeszytach Historycznych, które były wydawane przez Paryską „Kulturę”, ale oni z niewiadomych powodów odmówili.

M.K: Pana tata miał trudną, ale piękną przeszłość, czy w związku z tym w Pana domu patriotyzm był szczególnie pielęgnowany?

A.H: Moi rodzice byli z tej generacji, o której historyk Norman Davies napisał „…pochodzili (ci młodzi ludzie) z patriotycznych rodzin i oni byli pierwsi mieszkający w odrodzonej II Rzeczpospolitej. Oni mieli najwięcej do stracenia w tej wojnie, ale to ich nie powstrzymało …”. Davies dodaje, że „Polska – do tego czasu – nigdy nie widziała takiej generacji i na pewno takiej drugiej nie zobaczy.”

Ojciec był zawodowym oficerem Marynarki Wojennej,  a matka nie zdążyła zrobić matury - musiała uciekać do Nawojowej, gdzie jej ojciec ukrywał się przed Gestapo. Matka była łączniczką Armii Krajowej. Już po zakończeniu wojny pisała tacie, że czas spędzony w AK był (do tego czasu) najpiękniejszy w jej życiu. Było tam świetne towarzystwo, wszyscy połączeni patriotyzmem w walce o wolną Polskę.

Na emigracji mówiło się w domu wyłącznie po polsku, chodziło się do polskiego kościoła. Przez 8 lat, w soboty rano chodziłem do polskiej szkoły. Były tam akademie z okazji 3 maja oraz 11 listopada. Ojciec pracował w towarzystwach polonijnych. Pomógł m.in. przy wyposażeniu nowej polskiej biblioteki, za co Rząd II RP na Obczyźnie odznaczył go orderem Polonia Restituta (Order Odrodzonej Polski 1918).  Matka też angażowała się w pracę Polonii i uczyła kilka lat w polskiej szkole.

Oboje marzyli o tym, żeby wrócić do wolnej ojczyzny.

M.K: Czy tata utrzymywał po wojnie kontakty ze swoimi towarzyszami broni?

A.H: W Polsce mieszkał przyjaciel taty Jurek Broniewicz, który ożenił się z najstarszą siostra ojca – Barbarę Hedingerową. Tata utrzymywał też korespondencję  ze Zbigniewem Węglarzem, który skończył szkołę podoficerską MW w tym samym roku co tata (1936). Węglarz wrócił do Polski po wojnie, siedział kilka lat w więzieniu, a potem pracował w marynarce handlowej. Tata odwiedzał też w Holandii niejakiego „Kikę” Minkiewicza, który też był internowany w Szwecji.

M.K: Dziękuję za rozmowę.